Chirurgia stomatologiczna
O zębach mądrości
Autor: Cyryl Mickiewicz, lekarz dentysta
Publikacja:
Chciałbym dziś poruszyć temat, o którym mówi się dużo, ale który nie dla wszystkich jest jasny: zęby mądrości.
Niby prosta sprawa. Jest ząb. Ósmy z kolei. Czasem boli, czasem nie. Jeden lekarz mówi: natychmiast usunąć. Drugi patrzy na to samo zdjęcie i stwierdza: nie ruszać, jeszcze pana przeżyje. I obaj są przekonani, że mają rację. Ot, życie.
Zęby mądrości mają zresztą osobliwą reputację. Ludowe opowieści przypisują im niemal mistyczne właściwości. Trzeba przyznać, że lekarze też nie zawsze pozostają pod tym względem w tyle. Spróbujmy więc obejść się bez mistyki.
Skąd właściwie ta nazwa? Stąd, że pojawiają się późno, zwykle między szesnastym a dwudziestym piątym rokiem życia, kiedy człowiek zdążył już co nieco zrozumieć. Na przykład to, że pieniądze kończą się szybciej, niż byśmy chcieli. Że małżeństwo to nie tylko miłość. I że rodzice, choć trudno to przyznać, mieli rację. Właśnie wtedy, jakby dla dopełnienia obrazu, wyrzyna się ósemka. Jak gdyby Stwórca postanowił ostatecznie sprawdzić, czy człowiek naprawdę już dorósł.
Dlaczego u jednych zęby mądrości się wyrzynają, a u innych nie? Odpowiedź medyczna brzmi: brakuje miejsca. Odpowiedź po ludzku: jednym się poszczęściło, innym nie. Większość ludzi ma zawiązki ósemek, ale nie u każdego te zęby wychodzą na powierzchnię. Ząb zaczyna rosnąć, a przed nim stoi już siódemka. „Przepraszam, zajęte” — mówi. „Trudno” — odpowiada ósemka i rośnie, jak się da: w bok, na ukos, albo w ogóle zostaje w kości. Medycyna nazywa to zatrzymaniem zęba i jego nieprawidłowym położeniem. A w gruncie rzeczy sprawa jest prosta: ząb chciał wyjść, tylko nie znalazł miejsca.
Naturę czasem ponosi i zamiast czterech zębów mądrości funduje nam pięć albo sześć. To jednak raczej wersja kolekcjonerska niż standardowe wyposażenie.
Nasuwające się pytanie brzmi: skoro ósemki ma większość z nas, to po co one w ogóle są? Kiedyś naprawdę się przydawały. Nasi przodkowie mieli większe szczęki, jedli twardsze, mniej przetworzone pokarmy i musieli się solidnie napracować przy żuciu. Potem człowiek nauczył się gotować, sprawił sobie nóż, garnek i blender, więc tak duże szczęki przestały być potrzebne. Zębów natomiast jak było trzydzieści dwa, tak zostało. Trochę jak z wielką, porządną szafą z dawnych lat w dzisiejszej kawalerce: szafa świetna, tylko postawić nie ma gdzie.
Dlatego ząb mądrości bywa dziś nadprogramowym lokatorem. Choć nie zawsze. Jeśli ósemka prawidłowo się wyrżnęła, stoi w łuku zębowym, bierze udział w żuciu i daje się normalnie czyścić, nie ma powodu, by usuwać ją wyłącznie za numer w kolejce. Ząb, który dobrze wykonuje swoją pracę, najlepiej zostawić w spokoju. Zresztą to całkiem niezła zasada również poza stomatologią.
Z zębami ustawionymi nieprawidłowo jest trudniej. Ząb rośnie krzywo, ciężko go doczyścić, między nim a sąsiadem gromadzi się płytka nazębna i pojawia się próchnica. Czasem cierpi nie sama ósemka, lecz sąsiednia siódemka, a ta, w przeciwieństwie do ósemki, jest nam potrzebna. Niesprawiedliwy układ: jedna nic nie robi, druga ponosi konsekwencje. Znajomy obrazek, i to nie tylko z jamy ustnej.
Bywa gorzej: nieprawidłowo ustawiony ząb zaburza kontakty zgryzowe, przeciąża niektóre obszary układu żucia, zakłóca pracę stawu i przesuwa zęby stojące przed nim. Pojawia się napięcie mięśni, trzeszczenie, przeskakiwanie, dyskomfort. Człowiek idzie leczyć staw. Potem mięśnie. Potem korygować zgryz. A przyczyna przez cały ten czas siedzi z tyłu i milczy. Zachowanie bardzo charakterystyczne dla zęba mądrości.
Najciekawiej jest z zębami zatrzymanymi, czyli takimi, które się nie wyrżnęły. Nie widać ich, nie bolą, więc człowiek o nich nie myśli. Ząb może latami siedzieć w kości i po cichu szykować kłopoty. Między siódemką a ósemką powstaje głęboka kieszeń, w której zbiera się wszystko, co nie powinno, i prędzej czy później dochodzi do zapalenia. Czasem niemal bez objawów, czasem bardzo boleśnie. Bywa też, że ząb jednak postanawia się wyrżnąć, a dziąsło nad nim ulega zapaleniu. To zapalenie tkanek wokół korony zęba, czyli pericoronitis. Pacjent przychodzi i mówi: „Panie doktorze, coś mnie tu boli”. Lekarz patrzy i odpowiada: „Widzę”. Po takim zdaniu niepokój zwykle tylko rośnie.
Zapalenie oczywiście można leczyć. Jeśli jednak ząb obiektywnie nie ma dokąd się przesunąć i wiadomo, że pełnoprawnym członkiem zespołu nie zostanie, pojawia się proste pytanie: po co w kółko leczyć skutki, skoro można raz usunąć przyczynę, czyli ząb mądrości?
Jest też mniej przyjemny scenariusz: torbiele. Zawiązek zęba otacza osłonka, która w prawidłowych warunkach zanika po wyrżnięciu. Gdy ząb pozostaje zatrzymany, osłonka może pozostać i z czasem przekształcić się w torbiel. Czasem niewielką, czasem taką, że potrzebna jest już poważna operacja. Wtedy zwykle pada pytanie: „A dlaczego nikt nie powiedział wcześniej?”. Bo wcześniej nic nie bolało.
Kiedy więc jednak usuwać ósemkę? W tym miejscu lekarze szczególnie lubią się spierać. Jeden mówi: usuwać. Drugi: obserwować. Trzeci: dopóki nie boli, nie ruszać. Czwarty w milczeniu ogląda zdjęcie. Piąty usuwa, nie czekając na pytania. I każdy czuje się specjalistą. W praktyce kryterium jest proste: jeśli ząb już powoduje problemy, uszkadza sąsiada albo z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do powikłań, usuwa się go. Jeśli jest zdrowy, prawidłowo ustawiony, pracuje i łatwo go czyścić, sam numer osiem nie stanowi wskazania. Cała filozofia.
Przyjrzyjmy się kilku zwyczajnym sytuacjom.
Pierwsza: ósemka wyrżnęła się prawidłowo, uczestniczy w żuciu, nie ma próchnicy, higiena jest dobra. Usuwanie takiego zęba tylko po to, żeby w karcie wszystko wyglądało symetrycznie, nie ma sensu. Jeśli pojawi się próchnica, można ją leczyć. Choć leczenie kanałowe ósemki to zajęcie dla człowieka z charakterem: skomplikowane korzenie, trudny dostęp, pacjent od czterdziestu minut trzyma otwarte usta, a wszyscy obecni zaczynają poważnie myśleć o profilaktyce.
Druga sytuacja: ząb rośnie nieprawidłowo, jest przechylony, częściowo schowany pod dziąsłem, nie będzie normalnie pracował, trudno go czyścić, a sąsiednia siódemka cierpi. Tutaj usunięcie jest zwykle najbardziej logicznym rozwiązaniem.
Trzecia: ząb jest zatrzymany, nie boli, nie uczestniczy w żuciu i spokojnie siedzi w kości. „Skoro nie przeszkadza, to po co go ruszać?” — rozsądne pytanie. Decyzji nie podejmuje się jednak wyłącznie według zasady „boli albo nie boli”, lecz na podstawie położenia zęba, jego relacji z sąsiadem i ryzyka powikłań. Czasem rozsądnie jest obserwować. Czasem usunąć. Ząb mądrości nie dostaje dożywotniego ułaskawienia za dobre sprawowanie.
Czwarta: ząb się wyrzyna, dziąsło ulega zapaleniu, lekarz rozpoznaje zapalenie tkanek wokół korony zęba. Wdraża leczenie, problem ustępuje, wraca, znowu ustępuje i znowu wraca. Kiepski serial, w dodatku same powtórki. Jeśli nie ma miejsca na prawidłowe wyrżnięcie, samo wycięcie kaptura dziąsłowego nad zębem zwykle nie rozwiązuje problemu. Rozsądniej usunąć sam ząb.
Czy więc warto usuwać ósemki zawczasu? Czasem tak. Ale nie dlatego, że są ósme, ani dlatego, że wszystkie ósemki są z natury złe. Dlatego, że konkretny ząb może stać się źródłem problemów, a wiadomo już, że prawidłowo funkcjonującym zębem nie będzie. Wnioski opieramy na badaniu klinicznym i tomografii stożkowej, czyli CBCT. Profilaktyka to dobra rzecz, ale nie oznacza usuwania wszystkiego, co teoretycznie mogłoby kiedyś zaboleć. Inaczej dość szybko zabrakłoby nam ważnych części organizmu.
Zdrowa, prawidłowo ustawiona w łuku ósemka może sobie spokojnie żyć. Nieprawidłowo położona, która przeszkadza sąsiadom i trudno ją czyścić, to już inna historia. Zatrzymana — kolejna. A taka, która regularnie urządza stany zapalne — jeszcze inna. Każdy ząb ma własną biografię, nawet jeśli jest ósmy z kolei.
I na koniec: wiele osób bardziej boi się usunięcia ósemki niż problemów, które sam ząb może spowodować. To zrozumiałe. Już nazwa zabiegu brzmi tak, jakby człowieka karano za niedostatek mądrości. Współczesna diagnostyka, znieczulenie i techniki chirurgiczne pozwalają jednak przeprowadzać go w sposób przewidywalny, zwłaszcza jeśli lekarz wcześniej wie, co właściwie zamierza usunąć. To zresztą całkiem niezły punkt wyjścia do każdej operacji.
W Mickiewicz Dental Clinic usuwanie ósemek to codzienna praktyka, zarówno w prostych, jak i trudnych przypadkach. Zabieg trwa od dziesięciu minut do godziny i kosztuje mniej więcej od 800 do 1500 zł, zależnie od tego, jak bardzo ząb postanowił wszystkim skomplikować życie. Jeśli strach jest duży, możemy pomóc za pomocą sedacji wziewnej: pacjent oddycha podtlenkiem azotu, a lęk stopniowo schodzi na dalszy plan.
Jeśli więc gdzieś w głębi szczęki od kilku lat siedzi niewyrżnięta ósemka, nie trzeba koniecznie czekać, aż sama o sobie przypomni. Czasem wystarczy wykonać badanie CBCT, uważnie je przeanalizować i podjąć decyzję.
P.S. Ząb mądrości to nie diagnoza. To po prostu ząb. Czasem dobry, czasem niekoniecznie. Jak wielu z nas.
Co dalej?
Każda sytuacja wymaga badania. Wybierz to, co jest najbliższe Twojej:
Umów konsultację